Kozi Gród

Zapracowani, przemęczeni, przydałoby się trochę relaksu ;) Postanawiamy więc trochę odpocząć od codziennych obowiązków i wybieramy się na parę dni do wsi Pomlewo gdzie mieszkamy w przepięknym hotelu o nazwie Kozi Gród. Cała wyprawa oczywiście jest podporządkowana dzieciom, bo czym byłby wyjazd do miejsca gdzie nie ma placu zabaw. Na szczęście hotel jest dostosowany do mniejszych i większych dzieci i plac zabaw znajduje się na jego terenie a my jesteśmy tam częstymi bywalcami.






Jechać 60 km tylko na plac zabaw, to byłoby trochę nierozsądne. Na szczęście hotel ma też inne atrakcje.

* hamaki, na których można się pobujać

odpocząć

obmyślić plan zabawy

bądź poszydełkować

* rower wodny, którym można sobie popływać po hotelowym stawie (można też połowić ryby, ale pan który łowił ryby jak zobaczył, że wsiadamy do roweru to zakończył swój połów i oddalił się w nieznanym kierunku)



* zagrodę ze zwierzątkami




* basen, w którym dzieci doskonalą swoje umiejętności poruszania się w wodzie

* jacuzzi, w którym można się ogrzać po wyjściu z  basenu (zdjęcie przedstawia lacusiów w zupie i ktoś się chyba trochę boi)

* piłkarzyki, cymbergaja, mini basen z kulkami


Są też atrakcje dla dorosłych takie jak kręgle czy bilard, ale z tego nie udało się skorzystać.

O ile hotel jak i restauracja są rewelacyjne, przyjazne małym i dużym podróżnikom, to okolica, mimo że to Kaszuby, jednak nie zachwyca.

Robimy sobie 2 małe wycieczki. Jednego dnia idziemy przez las nad jeziorko. Po 10 minutach zaczynają się pierwsze marudzenia, czy możemy już wracać. Wg drogowskazu i informacji w portierni hotelu trasa miała wynosić 1,7 km a endomondo wskazało mi 3 km w jedną stronę - niby niewiele, ale w drodze powrotnej Madzia zaciągnęła hamulec i trzeba było ją nieść.







Na drugą wycieczkę wybieramy się do pobliskiego Przywidza. Są tam fajne ścieżki trekingowe, jednak zbyt długie jak na możliwości dzieci. Tata znajduje na mapie krótką ścieżkę edukacyjną, ale szybko okazuje się, że ścieżka znajduje się tylko na mapie, bo w rzeczywistości jej nie ma.





Na szczęście na naszej ścieżce pojawia się jeden element edukacyjny - ślimak winniczek. Pomagamy mu przedostać się na drugą stronę drogi, żeby nie został rozjechany przez jakiś samochód.


Sytuację ratuje również siłownia pod chmurką i oczywiście plac zabaw




Komentarze

  1. Fajne wycieczka, super fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak czy owak to wyjazd udany, a to najważniejsze:) Piękne zdjęcia Ulu:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz