poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Świąteczna tilda

W mojej rodzinie nie daje się prezentów na święta wielkanocne. Kiedyś moja babcia dawała wnukom ptasie mleczko, teraz też tylko dzieci dostają słodycze. Postanowiłam w tym roku obdarować ich czymś jeszcze. 

Maskotki tilda widziałam w necie wiele razy, ale jakoś mnie nie zachwyciły. Dopiero jak zobaczyłam je na żywo, to się zakochałam i postanowiłam spróbować uszyć je samodzielnie. Nie mam maszyny do szycia, więc szyłam ręcznie. Wiele nocy zarwałam, gdyż mogłam szyć tylko wtedy, gdy dzieci spały. Zrobiłam 3 króliczki (zajączki?) a właściwie to 4 ale ten czwarty (tzn. pierwszy) jest próbny, eksperymentalny i nie do końca udany.

Króliczki dostały moje dzieci i mój siostrzeniec i chrześniak zarazem. Madzia ze swoim się nie rozstaje, natomiast chłopcy podeszli do nich z umiarkowanym entuzjazmem.


3 komentarze:

  1. No śliczne kicaczki :)
    Nie dziwię się, że się z nim nie rozstaje :)
    Pozdrawiam :*
    www.decustyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne :) masz Kobieto zdolności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne są! Też bym się nie rozstawała :D
    Moje też dostały tildowe zajączki, ale zamówione-wymiankowe. Wciąż nie mogę się sama zabrać do szycia.

    OdpowiedzUsuń