Policja się nudzi

Pewnego pięknego dnia (jakieś 2 miesiące temu) dzwoni teść i mówi, że do męża przyszło pismo z policji, że ma się stawić na komendzie w Chojnicach w charakterze świadka z art. jakiegoś tam, który mówi, że albo przejechał na czerwonym świetle, albo nie zastosował się do znaku. Mąż dzwoni na komendę i zostaje poinformowany, że sprawa zostanie przekazana do Gdyni i policjanci z Gdyni skontaktują się z nim. No dobra, to czekamy.

Miesiąc później dzwoni moja mama, że była policja u niej w domu i mnie szukała i że musiała podać mój adres w Gdyni. Mama naprawdę się tym przejmuje. Tak na marginesie to policjant (stresując biedną mamę) osobiście dostarczał list, bo policja oszczędza na znaczkach pocztowych. Czekamy dalej.

Po kolejnym miesiącu dzwoni portierka i z wielkim przejęciem mówi: "Tu policja do pani przyszła i ja nie wiem co mam zrobić". No jak to co? Uciekać :P Dwaj mili panowie policjanci, przyszli ze stosem papierzysk i wyjaśnili o co chodzi. Mąż w Chojnicach skręcił w miejscu gdzie podobno był nakaz jazdy prosto i strażnicy miejscy zrobili zdjęcie. Jako że straż miejska nie ma prawa nałożyć mandatu, to oddała sprawę do sądu a sąd przekazał ją policji. I co nam za to grozi? Pouczenie, mandat lub coś tam jeszcze. Grzecznie poprosiłam o pouczenie a pan policjant powiedział że nie będzie mnie pouczał tylko spisze notatkę a ja któregoś dnia przyjadę na komendę ją podpisać i będzie po sprawie. 

No i z takiego fajnego powodu szukali nas po całym Pomorzu :D 

Komentarze

  1. Szkoda nerwów Twojej Mamy.
    Pozdrawiam,
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że skończyło się to tylko w taki sposób. Bo jak się słyszy, że za kradzież batona idzie się do więzienia, to ręce opadają, co ta nasza policja i sądy wyprawiają!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz