Zoo w Oliwie

W zoo w Gdańsku Oliwie byliśmy już wiele razy. Niby zwierzęta te same, ale za każdym razem jest inaczej i za każdym razem jest fajnie.

Zwiedzanie zaczynamy od mini zoo, w którym są różnej maści kozy i inne małe zwierzątka. Bilety do mini zoo kupuje się tylko dla dzieci, opiekunowie wchodzą gratis, w cenie biletu każde dziecko dostaje gałązkę, którą może karmić zwierzątka. Piotruś dzielnie karmi wszystkie kozy po kolei.




Madzia kóz nie lubi, boi się ich, nie chce ich karmić listkami, ale ostatecznie zbiera się na odwagę i głaszcze jednego puchatego osobnika.


Wędrujemy po głównych alejkach, spotykamy słonie ...


... i żyrafy ...


... oraz inne zwierzątka takie jak gepard, tygrys, niedźwiedź, wielbłąd czy hipopotam. No i oczywiście małpy, które skaczą sobie po drzewach i linach albo iskają się wzajemnie. Jest też wyspa małp, gdzie nie ma żadnego ogrodzenia, małpy są niemal na wolności, ale nie uciekają, bo się boją wody. Przez chwilę trochę kropi, więc chowamy się do budynku, gdzie są ptaki i gady. Widzimy krokodyle, węże i żółwie. Jest też drugi budynek, w którym są motyle, ale tam nie wchodzimy, bo byliśmy tam poprzednim razem. Wilgotność tam to niemal 100% a niektóre motyle są przepiękne i mają 15-20 cm. 

Niewątpliwie największą atrakcją jest przejażdżka na koniku. Madzia jedzie na Gumisiu a Piotruś na Temidzie. Madzia boi się pogłaskać Gumisia ale jechać się nie boi. Piotruś zastanawia się czy chce jechać czy nie, ale ostatecznie się decyduje.


Dochodzimy do miejsca gdzie są dinozaury, jednak tę atrakcję sobie odpuszczamy, gdyż uważamy że nie będą lepsze niż te w Malborku. Przechodzimy koło parku linowego, jednak też z niego nie korzystamy, gdyż jest drogi a dzieci nie wykazują zainteresowania. Kierujemy się w stronę placu zabaw, przechodzimy przez drewniany, chybotliwy mostek.


Tak jak całe zoo jest fajne i atrakcyjne, przystosowane dla dzieci i dorosłych, to plac zabaw pozostawia wiele do życzenia. Piotruś próbuje swoich sił na komunistycznych drabinkach, co ostatecznie kończy się upadkiem, zdartym noskiem i łokciem i wielkim rykiem na całe zoo.


W drodze na parking Madzia praktykuje taniec na rurze.




Komentarze

  1. A wiesz, że my jeszcze tych motyli nie widzieliśmy! Kurcze, musimy to nadrobić w przyszłym roku. Super, że pomimo małych opadów deszczu wycieczka się udała:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz