Oblężenie Malborka czyli Dinopark i okolice Zamku

Choroby dzieci trochę pokrzyżowały nam plany urlopowe, więc żeby sobie to zrekompensować jedziemy na wycieczkę do Malborka. Droga jest rewelacyjna: obwodnica, autostrada, 20 km i już jest Malbork. W Malborku mamy 2 cele: park dinozaurów i zamek.

DINOZAURY - nie wiadomo z jakich powodów są obiektem zainteresowań 4-6 letnich dzieci. Piotruś bardzo je lubi. Na swoje 4 urodziny dostał zestaw klocków lego creator "Prehistoryczni Łowcy", z których można zbudować pterodaktyla (wielka miłość Piotrusia odkąd zobaczył takiego u kolegi), brachiozaura lub tyranozaura. Potem dostał jeszcze od cioci figurkę ankylozaura.

Dinopark w Malborku jest parkiem ruchomych dinozaurów i ryczących głosem pumy czy innego dzikiego zwierza. Ścieżka edukacyjna jest położona w lesie, więc miejsce jest cały czas zacienione, w sam raz na upalne dni. Niektóre dinozaury są w skali 1:1, niektóre jednak są znacznie mniejsze.

Przed wejściem wita nas dinozaur wyglądający przez okno i ruszający głową. Kupujemy bilet rodzinny 2+1 (Madzia łapie się jeszcze na darmochę) .


Przy wejściu na ścieżkę edukacyjną, która ma ponad 1300 m można sobie wypożyczyć wózek dla dzieci w kształcie jaja dinozaura, jednak nasze dzieci są zaprawione w wędrówkach, więc idą na własnych nogach.

Pierwszy wita nas sikający z pyska wodą (jadem) DILOFOZAUR, który jest drapieżnikiem i poluje na inne mniejsze dinozaury. Dzieci, gdy go zobaczyły, stanęły jak wryte i bały się podejść. Małymi kroczkami w końcu podeszły ale cały czas patrzyły się na niego podejrzliwie.


Po drodze znajdujemy puste jajo dinozaura, którym schroniły się dwa malusie dinusie (jeden nadal jest nieźle wystraszony).


Następnie na naszej drodze staje roślinożerny młody APATOZAUR, który osiągał ok 3 m wysokości.


Kolejnym napotkanym stworem jest DIMETRODON - drapieżnik o 2 rozmiarach zębów, większych z przodu, mniejszych z tyłu. Żagiel, który ma na grzbiecie służył mu do regulacji temperatury.


Następnie spotkaliśmy 2 STEGOZAURY, do których dzieci nadal podchodzą ostrożnie i z pewną dozą nieufności. Madzia stwierdza, że one tańczą. Cechą charakterystyczną stegozaurów są 2 rzędy kostnych płyt umieszczonych na szyi, grzbiecie i ogonie, służące do termoregulacji i odstraszania przeciwników. Mózg stegozaurów był wielkości mandarynki a żywiły się roślinami i kamieniami, które pomagały im w trawieniu.


Nieopodal roślinożerny WUERHOZAUR z rodziny stegozaurów nawiązuje znajomość z wężem lub wężozaurem.


Idziemy dalej, patrzymy, "O, T-Rex!" A tu psikus, bo to nie T-Rex tylko METRIAKANTOZAUR. Jak widać po zębach - mięsożerca.


I kolejny dziwny stwór - PACHYCEFALOZAUR o grubej i twardej czaszce służącej do obrony.


Przy UTARAPTORZE dzieci zaczęły wykazywać znużenie (bądź znudzenie) i tematem przewodnim stało się pytanie "kiedy pójdziemy na plac zabaw?" Dinozaur ten był mięsożerny, polował na duże roślinożerne dinozaury, które atakował głównie olbrzymim pazurem, który miał na drugim palcu stopy.


Następnie spotykamy podobnego do krokodyla MASTODONZAURA, który mieszkał w wodzie i polował na ryby oraz PTERANODONA, który również żywił się rybami ale był bezzębny i miał zbyt słabe mięśnie na machanie skrzydłami, więc mógł tylko szybować.


Przy drapieżniku BARIONYKSIE, który żywił się rybami i innym dinozaurami po raz kolejny pojawia się hasło "plac zabaw"


Ale zanim dotrzemy do placu zabaw, na naszej drodze staje ALLOZAUR. Dzieci wykazują coraz większą odwagę, mimo że jest to jeden z największych drapieżników, żywiący się roślinożernymi dinozaurami. Prawdopodobnie występował na terenie Polski, gdyż jego szczątki znaleziono w Górach Świętokrzyskich.


Po drodze spotykamy porzucony samochód, do którego próbuje się dostać "szybki rabuś"  czyli WELOCIRAPTOR - mięsożerca o szkielecie podobnym do szkieletu ptaków.


Jakiś niezidentyfikowany dinuś wykluwa się z jaja.


A przy samolocie grasują welociraptory.


Na naszej drodze staje największy z drapieżników SPINOZAUR,


a następnie roślinożerny trzyrogi TRICERATOPS


oraz jego kuzyn STYRAKOZAUR.


W końcu dotarliśmy to najbardziej wyczekiwanego przez dzieci TYRANOZAURA - drapieżnika o największej sile nacisku szczęk spośród wszystkich dinozaurów.


Nieopodal czekał na nas mieszkający kiedyś na terenie Chin JANGCZUANOZAUR.


Wypustka z tyłu głowy roślinożernego PARAZAUROLOFA służyła do wzmacniania wydawanych dźwięków.


No i w końcu ...










... po wielu długich godzinach wyczekiwania ...










... dotarliśmy do największej atrakcji dzisiejszego dnia ....










... czyli ...










.... placu zabaw





W piaskownicy można pobawić się w archeologa i wykopać szkielet dinozaura. Narzędzia archeologiczne czyli łopatki, grabki i wiaderka są ogólnodostępne, więc nie trzeba tachać swoich.


Niektóre dinozaury dały się dosiąść.


Po harcach na placu zabaw kontynuujemy naszą wędrówkę i spotykamy ogromnego roślinożernego OMEIZAURA, którego szyja ma aż 17 kręgów.


Następnie obserwujemy jak welociraptory atakują roślinożernego IGUANODONA.


Potem spotykamy dorosłego apatozaura, który jest tak ogromny że nie mieści się w kadrze.


Przez całą wędrówkę po lesie wypatruję ANKYLOZAURA, gdyż to jedyny oprócz T-Rexa, którego umiem rozpoznać (z racji tego, że Piotruś ma figurkę tego dinozaura) i już sobie nawet myślałam, że złożę skargę do dyrekcji parku, że nie ma tego dinozaura, ale okazało się, że jednak jest, jako ostatni, ale jest. Był on roślinożercą i świetnie umiał się bronić o czym świadczą rogi na grzbiecie i buława na końcu ogona.


Po leśnej wędrówce idziemy się pobawić w krainie zabaw. Dzieci chętnie pozują w paszczy tyranozaura.




Przejażdżka na pszczółce była mega atrakcją, choć fajniejsze były bombery, jednak z racji tego, że jeździliśmy na nich wszyscy jednocześnie to nie miał kto nam zrobić zdjęcia.


Na koniec dinozaurowej przygody było ujeżdżanie 2 osobników.


Nieopodal Dinoparku jest park linowy, ale tę atrakcję sobie odpuszczamy i kierujemy się w kierunku zamku.


Spacerujemy sobie po okolicy, wchodzimy na chybotliwy most, żeby mieć lepszy widok na zamek.


Na zamek nie wchodzimy, ponieważ cena 40 zł od osoby skutecznie nas zniechęca, poza tym zwiedzanie jest z przewodnikiem i trwa 3 godziny, więc na pewno nie jest to atrakcja dla małych dzieci. Gdybyśmy poczekali ponad 2 godziny to moglibyśmy wejść na dziedziniec i do kilku komnat bez przewodnika za 7 zł od osoby, ale nie chce nam się tyle czekać, więc idziemy zobaczyć wystawę machin oblężniczych za 6 zł od osoby, dzieci gratis. Przy wejściu miły pan informuje nas, że można wszędzie wchodzić, wszystkiego dotykać i ogólnie robić co się chce oczywiście w granicach rozsądku, żeby sobie lub komuś krzywdy nie zrobić, czyli raj dla dzieci.

TARAN - ogromna szopa na kołach, obsługiwana przez 24 żołnierzy, uzbrojona była w potężną kłodę okutą żelaznym łbem i służyła do rozbijania bram i murów zamkowych.



TREBUSZ - największa średniowieczna machina miotająca mogła wystrzelić pocisk o masie nawet 50 kg na odległość 200 metrów, który skutecznie kruszył nawet najgrubsze mury.



WINEJA - duża drewniana szopa na kołach dawała ochronę 15 saperom, którzy mogli bezpiecznie zasypywać fosy i niszczyć inne umocnienia polowe.


WIEŻA - najpotężniejsza machina oblężnicza miała ponad 15 metrów wysokości i stosowana była przede wszystkim do bezpośredniego szturmu na mury największych zamków, łucznicy stali na kilku poziomach wieży. Niestety wejście na wieżę było zamknięte na kłódkę.


Najciekawsze jednak było PERIERRE - lekka machina miotająca, która była w stanie wystrzelić nawet 300 niewielkich pocisków na godzinę. Każdy z nas musiał spróbować jak się z niej strzela.



KOSZ - lekka konstrukcja chroniąca przed strzałami i kamieniami ciskanymi z murów, chwilowo pełnił rolę skorupy żółwia.


KUSZA WAŁOWA - miotane z niej bełty, ważące do 3 kg nawet z odległości kilkuset metrów bez trudu przebijały masywne machiny oblężnicze albo paru opancerzonych rycerzy na raz.


A na koniec moje rozbrykane, pełne energii dzieci padają zmęczone na malborskich ławkach.


Następnego dnia Piotruś opowiadał: "Ja widziałem zamek w Malborku, bo to miasto to nazywa się Malborek".


Komentarze

  1. Oj mieliście wrażeń, a wrażeń w tym Malborku! Ja kiedyś zamek malborski zwiedzałam, ale tak jak piszesz, teraz ten koszt wstępu to naprawdę jest niezły wydatek dla 4-ro osobowej rodzinki. W parku widzę, że też fajnie było. No i bardzo Ci dziękuję za podpowiedź z tymi klockami Lego Creator Prehistoryczni Łowcy. Szczerze to nie zauważyłam takich klocków u nas, może też za specjalnie nie szukałam, ale Patryk uwielbia dinuśki odkąd w zeszłym roku byliśmy w Dinozatorlandzie w Zatorze. A ja powoli szukam pomysłów na prezenty pod choinkę, to będę miała te klocki na uwadze;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz