Jeziora, jeziora

W trakcie tegorocznego urlopu (z racji tego że jego początek spędziłam w szpitalu i nie wiedziałam ile mnie tam będą trzymać, więc bez sensu było planować jakiś dalszy wyjazd) postanawiamy odwiedzić rodzinkę i przy okazji korzystamy z wypoczynku nad kilkoma jeziorami, które są w okolicy.

Dwa cudowne dni spędzamy nad Jeziorem Krzynia, położonym 15 km od Słupska, za Dębnicą Kaszubską. W mieście jest straszny upał a nad jeziorkiem temperatura pozwalająca na normalne funkcjonowanie. Jezioro jest dość zimne, gdyż przepływa przez nie rzeka Słupia, ale chyba nikomu z nas nie przeszkadza temperatura wody. Przy jeziorze są co najmniej dwie kąpieliska, przy jednym jezioro jest dość głębokie więc wybieramy tę plażę, przy której jest płytsza woda i na którą kiedyś jak byłam dzieckiem przyjeżdżałam z rodzicami. Plaża to właściwie leśna polanka w całości porośnięta trawą, piasku tam nie ma. Bieżemy ze sobą dmuchane zabawki, które w zeszłym roku kupiliśmy po sezonie za grosze. Na szczęście dziadek ma ze sobą pompkę (ciekawe po co, przecież nie wiedział że mamy te dmuchańce), więc napompowanie ich idzie sprawnie a dzieci (i nie tylko) są przeszczęśliwe.



Piotruś od razu łapie na czym polega pływanie i już pierwszego dnia pływa sam w kole ratunkowym. Mamy jeszcze dla niego rękawki, ale chyba nauka w kole jest bezpieczniejsza, i dla Piotrusia, i dla moich nerwów.


Po wyczerpujących wybrykach w wodzie nadchodzi czas na odpoczynek i posiłek. Dziadek w asyście dzieci przygotowuje grilla i wtedy też rozwiązuje się zagadka - pompka zostaje użyta do rozpalenia węgla, po co dmuchać ustami, skoro pompką łatwiej.




Z babcią i dziadkiem jest fajnie :)


Po kilku dniach spędzonych w Słupsku udajemy się do Chojnic. Tam jezior jest znacznie więcej. Jednym z największych jest Jezioro Charzykowskie, przy którym położonych jest wiele miejscowości letniskowych. Najbliżej Chojnic jest Charzykowy i tam właśnie, zostawiwszy dzieci pod opieką babci, wybieramy się na wieczorną wyprawę rowerową. W tym jeziorze się nie kąpiemy. Miejscowość Charzykowy jest bardzo turystyczna i wypolbrukowana, plaża sztucznie utworzona, ja wolę dziksze miejsca. Przejażdżka rowerowa jest dość ciekawa. Rower pożyczam od teściowej i w sumie cieszę się się że dojeżdżam na nim w jednym kawałku. Ciągle spadający łańcuch doprowadza mnie do białej gorączki. Z Chojnic do Charzykowy prowadzi ścieżka rowerowa, więc droga nie jest skomplikowana, jednak "mój" rower nie radzi sobie ze stromymi podjazdami. Mimo wszystko wycieczka jest udana.

Kolejnego dnia jedziemy nad Jezioro Chojniczki, przepiękne malutkie jeziorko z bardzo czystą i dość ciepłą wodą. Samochodem można podjechać niemal pod samą plażę, tym razem piaszczystą. Dzieci szaleją w wodzie. Na pewno jeszcze tam wrócimy a w planach mam pieszą wyprawę dookoła jeziora - mam nadzieję że dzieci dadzą radę.


Po Chojnicach odwiedzamy znajomych w Tucholi i zostajemy zabrani na wycieczkę do zrekonstruowanego średniowiecznego grodziska Raciąż. Ścieżką przez las, prowadzącą przez 2 mosty, dochodzimy do grodziska położonego na wyspie na Jeziorze Śpierewnik. Odbudowano tam bramę wjazdową, która jednocześnie jest tarasem widokowym oraz oznaczono kontury chat. Przy każdej chacie jest tabliczka z opisem i ze zdjęciami narzędzi, które w danym miejscu zostały wykopane.


Zdjęcia narzędzi największe wrażenie robią na dzieciach, które są ciekawe co to za narzędzie i do czego służy a tata i wujek Grześ dzielnie odpowiadają na pytania.


Spacerek jest dość przyjemny, jednak już przy samochodzie atakują nas wygłodniałe komary i trzeba uciekać stamtąd w tempie przyspieszonym. W ramach relaksu i ochłodzenia (bo dzień jest niesamowicie upalny) jedziemy wykąpać się w Jeziorze Rudnica koło Raciąża. Jak widać na załączonym obrazku jezioro jest głębokie, więc bardzo mnie ucieszyło ogrodzone kąpielisko dla dzieci.



Mam nadzieję, że w tym roku uda się nam jeszcze pojechać nad jakieś jeziorko, żeby miło spędzić czas i żeby Piotruś mógł potrenować pływanie.





Komentarze

Prześlij komentarz