Diagnoza: borelioza ???

Wyniki badań, które miałam robione w szpitalu na tocznia wyszły ujemne, natomiast na boreliozę graniczne w klasie IgM a w klasie IgG wyszedł dodatni jakiś parametr wskazujący że w moim organizmie są bakterie, ale cały wynik został uznany za ujemny. Pani doktor prowadząca z Akademii Medycznej powiedziała że ona te wyniki zdiagnozowałaby jako borelioza, ale nie wie czy może mi przepisać antybiotyk i dla potwierdzenia tej diagnozy napisała mi skierowanie do poradni chorób zakaźnych. W Trójmieście jest tylko jedna taka poradnia, już w niej kiedyś byłam, ale wynik Western Blot miałam wtedy ujemny, więc odesłali mnie z niczym. Kolejki tam są strasznie długie. Dzwonię żeby się zarejestrować i automat mi mówi, że poradnia nie ma umowy z NFZ i wszystkie wizyty są odpłatne. W województwie pomorskim taka poradnia jest tylko w Słupsku. Cóż było robić, zapisałam się na odpłatną wizytę, jednak nie do tej lekarki co byłam wcześniej, gdyż ona jest teraz na urlopie, lecz do wesołego pana doktorka, który z radością mi wypisał receptę na antybiotyk. Stwierdził, że skoro nic innego mi nie wykryli, to to może być borelioza. Jeśli nie będzie poprawy po 2 miesiącach brania antybiotyku to znaczy że to coś innego. Tylko jak ja mam brać antybiotyk przez 2 miesiące, gdy zwykle juz po tygodniu mój układ pokarmowy odmawia współpracy. Wesoły pan doktorek mówił że raz miał przypadek, gdy przepisał antybiotyk na boreliozę a się okazało że to była inna choroba i przyszła do niego pacjentka i powiedziała, że poda go do sądu, chyba że zapłaci jej tysiąc złotych. On stwierdził, że zapłaci, bo co to dla niego tysiąc złotych, ale żona mu nie pozwoliła bo to tak jakby przyznał się do błędu a on uważał że błędu nie popełnił. Poszedł do prawnika i ten mu powiedział żeby ta pani zwróciła się na piśmie do przychodni, no to się zwróciła ale o trzy tysiące odszkodowania. Mówił jeszcze, że lekarz pracujący w przychodni dostaje 14 zł za pacjenta, więc on przyjmuje tyle pacjentów ile jest w stanie, nawet po 50-60 dziennie.

Objawy mam od 10 miesięcy i dopiero teraz lekarze stwierdzili że to może (lecz nie musi) być borelioza. Ja mówiłam, że to borelioza już w grudniu, tylko żaden lekarz nie chciał mnie słuchać.

Komentarze

  1. Powiedziałbym "a nie mówiłem?" ale lepiej będę siedział cicho...

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję, trzeba mieć "końskie zdrowie", żeby uzyskać coś w naszej służbie zdrowia. Trzymam kciuki i mimo wszystko, zdrowia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam również kciuki. :)

    W kwestii boreliozy zawsze warto zadbać o prewencję, a w przypadku ukąszenia dowiedzieć się jak postępować - od wyciągnięcia kleszcza po diagnostykę. W tym celu polecam stronę internetową - czytaj więcej...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz