Szpitalne opowieści

Tegoroczny urlop rozpoczęłam trzydniową wizytą na oddziale wewnętrznym, tkanki łącznej i geriatrii w Akademii Medycznej. Jak powiedziałam lekarzom co mi dolega to jak zwykle zrobili wielkie oczy, jakbym mówiła do nich w innym języku. Według nich to nie są objawy chorób tkanki łącznej, bardziej pasują do boreliozy ale też nie do końca. Zbadała mnie reumatolog i powiedziała że jakbym była szczuplejsza to mogłabym być gimnastyczką artystyczną, bo moje stawy się do tego nadają. Porobili mi badania z krwi, m. in. na reumatoidalne zapalenie stawów, ale jak zwykle wszystko wyszło dobrze. Zrobili prześwietlenie dłoni ale dopatrzyli się tam tylko małej torbielki. Jedynie test elisa na boreliozę znów wyszedł dodatni w klasie IgM, czyli prawdopodobnie to fałszywy wynik. Czekam jeszcze na 2 wyniki: Western Blot na boreliozę i przeciwciała ANA na choroby tkanki łącznej. Lekarka prowadząca powiedziała że jak oba wyjdą ujemne to może trzeba będzie zrobić rezonans lub tomograf kręgosłupa.

Jestem pełna podziwu dla pielęgniarek, które pracują na tym oddziale. Jak byłam w innych szpitalach to przyciski wzywające pielęgniarkę albo nie działały, albo można było ich używać tylko jak ktoś tracił przytomność lub się dusił a tu ludzie co chwilę wciskali przyciski przeważnie po to żeby odłączyć kroplówkę i pielęgniarki biegały i z uśmiechem podłączały i odłączały kroplówki. Na oddziale była przewaga ludzi starszych bo to m. in. oddział geriatryczny. W mojej sali były 2 przemiłe babcie Jadzie, którym od czasu do czasu trzeba było w czymś pomóc i szalona pani Iza która o 22 chciała zamawiać pizzę. Jedyne do czego można by było się przyczepić to toalety, damska i męska zdecydowanie zbyt blisko siebie.

Komentarze