piątek, 3 maja 2013

Park Kultury i Wypoczynku w Słupsku

W końcu jest prawdziwie wiosenna pogoda, więc szkoda siedzieć w domu. Ja bardzo lubię podróżować, jednak dopóki dzieci są małe, dalekie podróże odkładam na drugi plan. Na razie cieszymy się małymi, nawet jednodniowymi wycieczkami, dostosowanymi do potrzeb i preferencji dzieci (czyli place zabaw górą). W tym roku na pierwszy ogień poszła wyprawa do Parku Kultury i Wypoczynku w Słupsku. Wyprawę zaczynamy od strony lasku południowego, jednak nie wchodzimy na leśne ścieżki (zostawiamy to na kolejny raz) tylko kierujemy się w stronę parku. 



Spacer z 3 małych dzieci trochę utrudniają nam wszechobecne rowery, bo o ile Mateusz jest w wózku bezpieczny, to Piotruś i Madzia nie zawsze chcą iść za rączkę i trzeba ich mocno pilnować, żeby nie wyskoczyli jakiemuś rowerzyście przed koła.

Spacerujemy sobie alejkami wzdłuż rzeki Słupi, podziwiając piękno natury i zatrzymując się na chwilę przy łabędziach i innym ptactwie.


Alejek w parku jest mnóstwo, trasa jest dość długa jak na małe nóżki, więc w ramach urozmaicenia idziemy pojeździć na gokartach. Dzieci oczywiście walczą, kto ma siedzieć z przodu i kierować. Na szczęście udaje się dojść do porozumienia i dzieci (i nie tylko) mają super zabawę.



Robimy sobie małą przerwę na posiłek. Mateusz pierwszy raz w życiu pije mleko na świeżym powietrzu.


Piotruś i Madzia zajadają się mini rogalikami 7days, które dostali od wujka Kuby.


Gdy siły zostały zregenerowane, ruszamy w stronę kulminacyjnego punktu programu czyli placu zabaw. Dzieciaki szaleją ile się da, zaliczają niemal każdą atrakcję. Madzia odkrywa w sobie nową pasję czyli wspinaczkę po sznurkowych drabinkach i ściankach. Piotruś bardzo chciał spróbować swoich sił na ścianie wspinaczkowej, ale przy pierwszym niepowodzeniu się zniechęca i mówi, że nie chce takiej pionowej ściany tylko pochyłą.



Kiedy już wszystkie huśtawki, zjeżdżalnie, karuzele i drabinki zostały zaliczone, kierujemy się w stronę mini siłowni na świeżym powietrzu. Ciekawe kto ma większą frajdę: dorośli czy dzieci?



Robimy mały przystanek przy fontannie. Kiedyś, dawno temu był tu otwarty basen. Jak byłam mała to się w nim kąpałam, ale chyba ze względów higienicznych (bo kąpały się tam również pieski) zamieniono go na fontannę.


Ci co jeszcze mają siłę to grają w piłkę. 


Energia najmłodszych powoli się wyczerpuje. Mateusz już dawno zasnął, Piotrusiowi nic się nie podoba, co chwilę się obraża na cały świat bo piłka nie chce lecieć wysoko do nieba, więc czas powoli kończyć wyprawę. Jedynie Madzia pełna energii zalicza kolejne zjazdy na zjeżdżalni i naciąga babcię na popcorn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz